Obuwie w PRL

Współcześnie kupno butów nie stanowi najmniejszego problemu. Każdy chętny konsument ma przecież do dyspozycji szereg sklepów różnorakich firm, z różnorakich krajów, które bardzo chętnie zaoferują mu i sprzedadzą swój unikalny towar. Inaczej sprawa się jednak miała jeszcze parę lat temu, kiedy na ziemiach, gdzie dziś istnieje Trzecia Rzeczpospolita mieliśmy do czynienia z władzą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Z racji panowania wtedy systemu gospodarki centralno-planowanej, zgodnej z ideami socjalistycznymi, nie pozostawały Polakom obojętne jej systemowe, strukturalne wady. Jedną z nich, dość dolegliwą, trzeba przyznać, był fakt, że częstokroć towar, na który istniało ewidentne zapotrzebowanie nie znajdował swojego miejsca w sklepie – czy to z przyczyn niedowładu produkcji, czy może błędów w systemie aprowizacyjnym. Tak czy inaczej chętna by zakupić buty damskie w tamtym czasie nie miałaby tak łatwego zadania jak współcześnie. Częstokroć bywało, że w sklepach brakowało zwyczajnie towaru. Jeśli jednak już pojawiał się on na półkach, jeden Bóg tylko raczył wiedzieć, jak i towar zostanie nam wydany. Różnorodność znana z dzisiejszych sklepów nie była wtedy zasadą w sklepach obuwniczych. Konsumenci (zwłaszcza męscy) nie zwracali wtedy większej uwagi na krój czy model obuwia, ponieważ zwyczajnie nie było najmniejszego wyboru. Nawet numer buta, jeśli tylko zasadniczo nie odbiegał od wielkości stopy, był wartością drugorzędną. Na pierwszy plan wysuwała się podstawowa funkcja chroniąco-grzewcza, jaką obuwie miało także wieki temu.

Both comments and pings are currently closed.